wtorek, 30 października 2012

Not changing



Co chwila zapisuję jakieś głupie rzeczy, może czas zebrać je do kupy, zebrać siebie do kupy i coś z tym zrobić. Nigdy nie byłam tak systematyczna, żeby prowadzić pamiętnik, zawsze zaczynałam coś pisać, potem mi się znudziło, potem znowu i znowu i nigdy nie skończyłam chociaż jednego zeszytu. W tym roku rozpoczęłam studia. Dostałam się do Lublina, na romanistykę, Lublin był ostateczny -  tylko gdyby się waliło i paliło, ale nie można zmarnować kolejnego roku, zresztą jestem chyba za bardzo bezbarwną osobą, żeby zmieniać świat, nawet swój. Mam marzenia, które niestety odkładam na później. Nie jestem nowicjuszem, nie dostałam się na prawo, przez rok całkowicie mi się odmieniło i padło na francuski, tylko szkoda, że tutaj. 


Podobno pierwszej notki nikt nie czyta, chyba, że jest się córką kogoś WAŻNEGO. Ja jestem.

Mam jedno największe marzenie, pewnego dnia obudzić się w Nowym Jorku, uśmiechać się od ucha do ucha i płakać ze szczęścia. Marzenie debila? Nie sądzę. Mam dwadzieścia lat jestem młoda i głupia i kiedyś trzeba się zbuntować.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz