Co chwila zapisuję jakieś głupie rzeczy, może czas zebrać je
do kupy, zebrać siebie do kupy i coś z tym zrobić. Nigdy nie byłam tak
systematyczna, żeby prowadzić pamiętnik, zawsze zaczynałam coś pisać, potem mi
się znudziło, potem znowu i znowu i nigdy nie skończyłam chociaż jednego
zeszytu. W tym roku rozpoczęłam studia. Dostałam się do Lublina, na
romanistykę, Lublin był ostateczny -
tylko gdyby się waliło i paliło, ale nie można zmarnować kolejnego roku,
zresztą jestem chyba za bardzo bezbarwną osobą, żeby zmieniać świat, nawet
swój. Mam marzenia, które niestety odkładam na później. Nie jestem nowicjuszem,
nie dostałam się na prawo, przez rok całkowicie mi się odmieniło i padło na
francuski, tylko szkoda, że tutaj.
Podobno pierwszej notki nikt nie czyta, chyba, że jest się
córką kogoś WAŻNEGO. Ja jestem.
Mam jedno największe marzenie, pewnego dnia obudzić się w
Nowym Jorku, uśmiechać się od ucha do ucha i płakać ze szczęścia. Marzenie
debila? Nie sądzę. Mam dwadzieścia lat jestem młoda i głupia i kiedyś trzeba
się zbuntować.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz